PLICH: Wydobywam piękno wnętrz

PLICH: Wydobywam piękno wnętrz

2013-08-06
  A A A
 

Z Zakopanego przeniósł się do Krakowa, by stworzyć własny styl w izolacji od warszawskiej enklawy mody, jednak gdy był ukształtowanym, świadomym twórcą, to stolica szerzej otworzyła mu drzwi do kariery i na salony, gdzie dziś coraz częściej gwiazdy prezentują jego kreacje i dodatki. Niebawem kolekcje PLICHA ujrzy Paryż, a potem, kto wie? Młodemu twórcy nie brakuje pomysłów ani odwagi, by jego projekty zawojowały świat

Rozmawia MAŁGORZATA SZERFER

Co jest przepustką do świata mody, bo utalentowanych ludzi jest sporo, ale tylko nielicznym udaje się zaistnieć?

Po niektórych, którym udało się zaistnieć, widać, że - choć mają wiele możliwości - z talentem ma to niewiele wspólnego. To dowodzi, że nie wystarczy być zdolnym, trzeba mieć w sobie wiele uporu, chęci, a przede wszystkim wiary w to, co potrafimy. Tak naprawdę od tego wszystko się zaczyna. Kariera ma początek w dyskusjach z samym sobą i odpowiedzi na pytania: czy to, co robię, jest dobre, czy podoba się ludziom, czy mam dość odwagi, by im to pokazać. Często słyszy się historie artystów, którzy byli nastawieni do swojej twórczości tak krytycznie, że nie byli w stanie jej szerzej zaprezentować. Myślę, że jest wiele takich osób - utalentowanych, ale jednocześnie nieświadomych, jak wielki skarb posiadają. Jednak nawet jeśli ktoś się w porę zorientuje, że to, co potrafi, ma istotną wartość, do tego, żeby zaistnieć, jest jeszcze długa droga. Oprócz wspomnianej świadomości i poczucia własnej wartości potrzebne jest dużo szczęścia i pokory. Ponadto niezależnie od wszystkiego działa selekcja rynku, która rządzi się swoimi prawami, nie tylko w przypadku zawodów artystycznych.

Zaczynałeś w Krakowie, dziś masz salon w centrum stolicy i projektujesz dla gwiazd bywających na największych imprezach. Warszawa rzeczywiście otwiera młodym drzwi do kariery?

Jak widać, nie do końca - mnie drzwi do kariery otworzyła praca w Krakowie. To tam zostałem zauważony, co tylko potwierdza, że nie należy się kierować tym, co mówią inni. Nie ma reguły, że gdzieś jest łatwiej, a gdzieś trudniej. Wszystko zależy od tego, co, a zwłaszcza po co ktoś robi. Pod koniec lat 90. przeprowadziłem się do Krakowa, bo chciałem tworzyć w miejscu odseparowanym od środowiska modowego w Polsce, skoncentrowanego w Warszawie. Wówczas ten świat był bardzo zawężony, działy mody w prasie dopiero się tworzyły. Uważałem, że młody twórca, który nie ma jeszcze kręgosłupa i zaczyna budować całą świadomość tego, co chce robić, do czego zmierza, jaki chce stworzyć styl, to dobrze jest znaleźć izolację i słuchać własnego głosu, zamiast ulegać podszeptom z zewnątrz. A Warszawa? Śmiem twierdzić, że pod względem biznesowym to faktycznie jedyne miasto, w którym można się wybić, zwłaszcza teraz, w czasie kryzysu. Dlatego lgną tu wszyscy projektanci. Przenoszą się do Warszawy, bo tu są największe możliwości: działy mody, styliści, redakcje, wreszcie gwiazdy i masa imprez, z którymi moda jest silnie powiązana. Na tym opiera się praca projektanta, który chce zaistnieć. Od początku miałem plan, żeby pomieszkać kilka lat w Krakowie, a potem przenieść się do Warszawy. Tyle że początkowo miałem tam spędzić 4 lata, może 5 lat, a trochę się zasiedziałem. Było mi tam dobrze, bo Kraków jest świetnym miastem do mieszkania.

Teraz już poczułeś się w Warszawie jak w domu, czy tęsknisz za Krakowem i jego atmosferą?

Warszawa to kolejny naturalny etap. Jest zupełnie inna niż Kraków. Pierwsze zetknięcie było dla mnie dużym zderzeniem. Teraz już przyzwyczaiłem się do innej zabudowy, z kolei poczułem się dobrze ze względu na przestrzeń, która pozwala na oddech. Poza tym dziadkowie i pradziadkowie ze strony mojego taty pochodzą z Warszawy, w rodzinie krążyły różne historie o Warszawie, więc mam do niej sentyment również z tego względu.

Często ludzie z zewnątrz skarżą się na warszawskie tempo życia. Tobie nie przeszkadza ciągły pęd za czymś?

Prawdę mówiąc, mieszkając w Krakowie, miałem znacznie większe tempo życia, bo musiałem być jednocześnie w obu miastach. To był kolejny argument za przeprowadzką, bo sytuacja stała się nieco absurdalna, gdy cztery dni w tygodniu spędzałem w Warszawie. To był dopiero pośpiech, nie mówiąc o męczącym przemieszczaniu się i pokonywaniu odległości. Poza tym dążę do tego, żeby się rozwijać i robić coraz więcej rzeczy, a Warszawa otwiera wiele możliwości. Odkąd tu mieszkam, widzę, ile się dzieje wokół mnie i jak dużo zmieniło się w moim życiu na plus. Teraz chcę się pokazać poza krajem, planuję pokaz w Paryżu, co tylko potwierdza, że - mimo trudnych czasów, w jakich żyjemy - można realizować marzenia i coś osiągnąć.

Dobrze czujesz się również na salonach, gdzie flesze są skierowane na gwiazdy w Twoich kreacjach i twórcę ich udanego wizerunku?

Tak, nie mam z tym problemu. Jest to naturalna część mojej pracy i tak to traktuję. Bardziej niż fotoreporterzy na bankietach niepokoi mnie, że ktoś próbuje mi robić zdjęcia na ulicy. Miałem już taką sytuację na spacerze z psem. Pierwsze, o czym pomyślałem, to czy dobrze wyglądam. Stwierdziłem, że tak, ale mimo wszystko mało komfortowa jest myśl, że nie wiesz, jak ktoś to zdjęcie wykorzysta. Zdjęcia robione przez fotoreporterów na imprezach, które trafią do agencji prasowych, nie dziwią. Inna sprawa, gdy ktoś znienacka robi ci zdjęcie, naruszając prywatność, którą ja bardzo sobie cenię. To jest właśnie istotna granica. A wracając do imprez, atmosferę zarówno tych publicznych, jak i prywatnych, tworzą ludzie, więc trudno przewidzieć, jak będzie, ale mam wielu znajomych, więc nawet jak jest sztywno, zawsze spotykam kogoś i miło spędzam wieczór, gdy już przestaną błyskać flesze.

Polub luxclub.pl na Facebooku

1 2 3 4 z 4 »

TAGI: plich | moda | luksus | vip

oceń
8
0
Podziel się

Opinie

Pozostało znaków: 4000

[Pokaż regulamin]

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!


Katalog zegarków

akceptuję regulamin

regulamin serwisu